13. Decyzja.
Stara Hendricks weszła do pokoju Jamesa, jednocześnie wręczając mu do ręki wiadro ze środkami czystości. Przeszyła go chłodnym spojrzeniem i bez słowa odeszła do dyżurki. Nie musiała go pilnować, przecież mu ufała…
Jednym ruchem wyciągnął z pod materaca kolejne opakowanie po cukierkach zapełnione pigułkami.
Zacisnął dłoń na plastikowym uchwycie i skierował się w stronę łazienki. Miała szare drzwi. Brzydkie, szare drzwi.
Przy wejściu odurzył go zapach Triclosanu*. Natomiast w środku wszystko zdążyło poszarzeć ze starości. Drzwi, kafelki, kabiny, farby, wszystko miało takie samo zabarwienie. Nawet lustra zdążyły pokryć się dziwnymi… jakby zardzewiałymi plamami na brzegach.
Wciąż nie mogąc przyzwyczaić się do gorzkiego zapachu środka, którym odkażano pomieszczenie, starał się pomyśleć o jakimkolwiek przyjemnym.
,,James… Myśleć o zapachu? To niewykonalne.”
I gdy już miał skarcić się w duchu za tego typu irracjonalne przemyślenia, delikatny strumień woni musnął jego nos. Nie mogła być to prawda. Przecież… takie rzeczy nie mają racji bytu. Jednak gdyby mógł, z chęcią zatrzymałby go na zawsze przy sobie. Mógł należeć tylko do jednej osoby.
Myślał, że zapomniał. Nie….Był tego pewien! Minęło już zbyt wiele czasu.
,,Widocznie niektórych wspomnień nie można zatrzeć…”
Uwielbiał, gdy Jeanny kładła mu głowę na ramieniu. Mógł wtedy bez skrępowania zatopić nos w jej włosach.
Podczas krótkiej chwili relaksu, momencie zapomnienia wszystkiego, co trapiło ich oboje. A może tylko ją?
W końcu przeżywała wszystko stokroć bardziej od niego, zadręczając się nie dochodzącymi do skutku planami ucieczki, odbijającymi się echem po jej umyśle. Bez kontroli, bez żadnych zahamowań. Zupełnie… jak ona sama.
James ponownie nabrał powietrza do płuc, starając się znów poczuć tą ulotną woń, za którą tak bardzo się stęsknił.
Jeanny pachniała buntem. Zupełnie jak wszystkie ,,niegrzeczne dziewczynki”. Ale było w tym coś jeszcze. Jakaś nie do końca zidentyfikowana doza wybuchowych pomysłów i wiatr w potarganych włosach.
Pachniała przekorą, snami w technikolorze, niepewnością krystalizującej się kobiecości…
Niekiedy arogancją, czerwonym winem rozlanym z nonszalancją na sukienkę, szmuglowanymi papierosami palonymi nocą do Foucaulta**, pudrowo-matową szminką, granatami eksplodującymi znienacka w ustach***, beztroskim seksem, a przede wszystkim sobą.
Tak. To musiało być to.
***
Otrząsając się z powracających wspomnień, starał się powrócić myślami do otaczających realiów.
James podszedł do toalety, wysypując całą zawartość opakowania po cukierkach. Mógł mieć tylko nadzieję, by odgłos spadających pigułek nie odbił się echem po korytarzu. Schował foliową torebkę do kieszeni spodni.
Wstrzymał oddech w oczekiwaniu kroków, jednak żadnych nie usłyszał. Zdał sobie sprawę, że jest zbyt daleko od dyżurki, by obawiać się nagłej kontroli ze strony jakiejkolwiek z pielęgniarek. I ta myśl niezaprzeczalnie przypadła mu do gustu.
Miał w tym swój cel. Początkowo chciał zrobić to w inny sposób, na innych zasadach, może nawet… Nie, teraz nie może się wycofać.
Jednak musiał przyznać, że początkowo tliła się w nim mała i nie do końca zrozumiana nadzieja.
,,Na co?!” – sam czasem gubił się we własnych myślach. I nie było już przy nim nikogo, kto pomógłby je zrozumieć.
Ogarnęła go fala złości. Tak po prostu, z nikąd. Cały od lat skrywany gniew i frustracja w jednej chwili znów do niego wróciły. Wiedział, że to zdarza mu się zbyt często i czego to była przyczyna.
Delikatny zapach już dawno zdążył się ulotnić, ustępując miejsca gorzkiej woni otaczającej go dookoła.
Spotęgowało to gniew Jamesa.
Zacisnął prawą pięść tak mocno, że zbielała i z całej siły uderzył w pobliskie lustro.
Setki odłamków przez sekundę zdawały się otaczać go ze wszystkich stron, po czym z brzdękiem uderzyły o zimną posadzkę.
Stał naprzeciwko ściany, oglądając swoje odbicie lustrzane podzielone w miejscach drobnych pęknięć.
Czarne włosy delikatnie opadały mu na twarz, zasłaniając bliznę na skroni. Nie pamiętał, skąd ją ma.
Mimowolnie przesunął lewą ręką po twarzy, odczuwając pod opuszkami palców jednodniowy zarost.
Starał się nie patrzeć w przód, na parę ciemnych wpatrujących się w niego oczu. Nie potrafił znieść własnego wzroku.
Czuł pulsujący ból prawej ręki i ciepłą krew, spływające po palcach. Jej czerwone krople bezdźwięcznie opadały na szklane odłamki leżące na podłodze.
Po latach spędzonych w zamknięciu, z pustką ogarniającą jego umysł i serce- wreszcie mógł poczuć coś prawdziwego.
Dopiero teraz zrozumiał, czego dotyczył ten niezrozumiały płomyk nadziei, wciąż tlący się gdzieś na uboczu.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że kiedyś się tu znajdzie. Myślał o tym wiele razy, czasem widział to w swoich snach. Jednocześnie wciąż pragnąc rozwiązać sprawy w inny sposób.
Jednak plany zawodzą. Zbyt często i w nieoczekiwanych momentach.
,,Ona już nie wróci. Nie może. Przecież dobrze o tym wiesz, prawda? Ty ją zabiłeś.” – usłyszał od komendanta policji.
I ta myśl odświeżyła mu umysł.
Ruszył w stronę pozostawionych na środku łazienki rzeczy. Schylił się i chwycił mopa.
Szybkim krokiem podszedł w stronę drzwi i zablokował klamkę posługując się odkręconym kijem. Wiedział, że teraz już nie ma odwrotu, wszystko posunęło się za daleko. Zdecydowanie za daleko.
Usiadł, opierając się o jedną z wyłożonych kafelkami ścian i wyciągnął dłoń do przodu. Gdy poczuł jeden z odłamków, przysunął go do siebie. Upewnił się, że ma ostry kąt.
Podwinął rękawy koszuli i szybkim ruchem, wbijając małe ostrze w miejsce zgięcia- przeciągnął dostatecznie mocno, by uszkodzić tętnicę. Powtórzył to przy drugiej ręce.
Wbrew pozorom, to nie nadgarstki są wyznacznikiem pewnej śmierci.
,,Cholerni
seryjni samobójcy. Głupie dzieciaki" - prychnął w duchu na samą myśl przechodzenia przez to wszystko drugi raz.
Gdy krew znów zaczęła spływać mu po rękach, odwiązał sznurek trzymający spodnie i opuścił je lekko w dół.
Wiedział, że tym razem zaboli bardziej -skóra w tym miejscu zawsze jest cieńsza.
Nie zastanawiając się dłużej, ponownie chwycił szklany odłamek i uszkodził tętnice w pachwinach.
Zacisnął zęby, gdy przeszył go ostry ból.
Podciągnął spodnie, czując ogarniający go chłód.
Teraz pozostaje mu tylko czekać...
***
Śmierć ma wiele twarzy, choć nigdy do końca nie wiadomo, skąd otrzyma się ten ostateczny cios.
Nie raz zastanawiał się, jakie to uczucie… umierać. Zapewne nie był jedynym, którego nurtowało to pytanie.
Dawniej myślał też o wielu innych rzeczach, o których zdołał się już przekonać. Widział i doświadczył więcej, niż sam by chciał. Więcej, niż widzieli inni. I więcej, niż ktokolwiek mógłby mu zaproponować.
Bo… jakie to uczucie żyć, nie mając wpływu na nic? Marnować czas niekończącymi się godzinami…
Jakie to uczucie cierpieć latami? Choć nie przez miłość. On się nie zakochał. To mogłoby być tylko uzależnienie, lub obsesja. Chorował na nią w samotności… niczym obłąkaniec. Był nim, wiedział to.
Był tylko marnym człowiekiem, nie potrafiącym zdradzić swojej tajemnicy. Nie mającym dla siebie ani krzty litości, niczym umysłowy masochista. Zatracał się we własnym świecie, nie wiedząc kiedy- dosięgając dna.
Powinien podnieść się i pozbierać, ale jego serce zostało rozbite na zbyt wiele kawałków.
Za każdym razem układał je od nowa, a ono wciąż się rozpadało, pozostawiając po sobie ukłucie pustki.
Ciągle brakowało jakiegoś fragmentu. Wiedział, że ona zabrała jeden ze sobą.
Niby był, ale jednak zanikał. Migotał. Był tylko zwykłym odbiciem cienia.
,,Jakie to uczucie umierać bez powodu i znikać bez śladu?”
Żył w kłamstwie przez zbyt długi okres czasu, jednocześnie nie chcąc dowiedzieć się, jak wygląda prawda.
A ta mogłaby go zadziwić. Bał się, że wkrótce i ta okazałaby się kłamstwem.
Jeszcze jednym ogniwem podsycającym chęć wyrwania się z otaczającego go świata.
Miał już dość...
*Triclosan- środek chemiczny (dezynfekujący).
**Foucault- filozof francuski.
***granaty eksplodujące znienacka w ustach- fragment piosenki.
Od autorki: Wróciłam po długiej nieobecności. Ale nie mogłam zrobić tego inaczej. Nie potrafiłam pisać,nie czując ,,
tego". Musiałam zaczekać na odpowiedni moment.
Uprzedzam także, że nie jest to ostatnia część.
my-jeanny 18/01/2009 00:53:56 [
komentarzy 6]
Komentuj
Lay&Html wykonałam ja. Tylko dla mojej Jeanny.