9. Teoria Chaosu.
Pamiętał każdą rozmowę, i każde marzenie, którym Jeanny podzieliła się razem z nim. Opowiadała o rzeczach błahych i nieistotnych, w taki sposób, że stawały się wyjątkowe. Potrafiła zainteresować słuchacza, choć nie robiła tego świadomie. Każde jej słowo, zmuszało do przemyślenia go wiele razy.
- Zawsze jest jakiś haczyk. - mawiała i miała rację. To, co mówiła, zazwyczaj miało drugie dno.
Jednak przekaz wyrazu ,,wolność" był prosty, zrozumiał go od razu.
Dostała się do Szpitala Psychiatrycznego Brylin, ze względu na zły stan zdrowia jej rodziców. Nie potrafili dalej się nią zajmować. Tak mówiono na oddziale.
Nie chciała uciekać, póki żyli. Mogła dzwonić do nich raz w tygodniu, dzięki czemu utrzymywała ,,jako taki" kontakt ze światem zewnętrznym.
Pamiętał, że szedł wtedy korytarzem. Było jeszcze wcześnie, panował półmrok i widział kilku pacjentów słaniających się na nogach. Zatrzymał się w połowie drogi, dostrzegając Jeanny, rozmawiającą z pielęgniarką.
Podbiegła do niego, rzucając mu się na szyję.
- James... - powiedziała wtedy przez łzy. Wiedział, co się stało.
***
- Jakim cudem udało wam się uciec? - zapytała z niedowierzaniem Kay.
- Wybiegasz w przyszłość. Skąd wiesz, że tak było?
- Przejrzałam akta.
- Więc jednak. - pokiwał głową, przysuwając się bliżej do ściany. Czuł, że wciąż związane w kaftanie ręce, zaczynają mu drętwieć. - W takim razie, przeskoczmy trochę dalej...
Przypomniał sobie, jakie to było łatwe. Przecież oboje mogli wychodzić do sklepu! Wystarczyło powiedzieć o tym jednej z pielęgniarek i droga otwierała się przed nimi otworem. To była już połowa sukcesu. Potem, pozostało im jedynie biec. Oddalić się od zakładu i schować.
Nowy Jork jest przecież taki duży! Mogły minąć miesiące, zanim znaleźliby po nich jakikolwiek ślad. Mogły...
Pamiętał, że zaczęło się ściemniać. Był początek sierpnia, a pogoda przypominała listopad. I jeszcze ten deszcz, przez który byli cali mokrzy i zziębnięci. Wiedział, że muszą się gdzieś zatrzymać. Gdyby nie to, że uciekała z nim Jeanny, nie zwracałby uwagi na pogodę, biegnąc dalej. Ale nie mógł. Musiał myśleć o obojgu.
Zauważył opuszczoną kamienicę, umieszczoną gdzieś na krańcu miasta.
- Tam przeczekamy deszcz. - powiedział. I wtedy poczuł, że coś się zmieniło. Tak po prostu, z minuty na minutę. - Jeanny, w porządku?
- Tak. - odpowiedziała, choć oboje zdawali sobie sprawę z tego, jak wielki popełnili błąd.
Miała dziwny wyraz twarzy, zupełnie taki, jak dziecko, które straciło coś ważnego. I może naprawdę tak było. Znów straciła siebie. Tak, siebie. Tą część, za którą tak bardzo się stęskniła, nie mając w pobliżu nikogo, kto położyłby jej na ręce kilka pigułek, mówiąc ,,połknij".
- Nie, James... Nie... - zatrzymała się, rozglądając dookoła i szukając czegoś wzrokiem, choć byli zupełnie sami. Nagle usiadła, nie zwracając uwagi na błoto, brudzące jej spodnie, i tak po prostu, najzwyczajniej w świecie, zaczęła płakać. Łzy mieszały jej się z deszczem, spływając po policzkach.
- Jeanny! No chodź! Wstań już proszę, przecież będziesz cała mokra... - nie odpowiedziała, wciąż nie podnosząc głowy. Wiedział, że musi coś zrobić, ale czuł się bezsilny. Zupełnie tak, jak wobec wszystkiego, co otacza go w zakładzie. Nie jest w stanie żyć tak, jak zawsze pragnął i to go przytłacza, choć nie daje tego po sobie poznać.
Potrafił wymyślić plan, który zawiódł szybciej, niż by się tego spodziewał. A wszystko przez jeden błąd... a może tylko małe niedociągnięcie. Tylko jedno.
Zaśmiał się w duchu, przypominając sobie siebie, siedzącego w miejscowej bibliotece, wertującego strony starej książki.
To wszystko było zgodne z Teorią Chaosu. Zupełnie taką, o jakiej wtedy czytał.
- ...zmiany układu w czasie, to niewielkie zaburzenie warunków początkowych, powodujące rosnące wykładniczo z czasem, zmiany w zachowaniu układu. - śledził tekst, od czasu do czasu czytając na głos, by lepiej go zrozumieć. Był zbyt niedoświadczony przez życie, by zacząć zauważać to każdego dnia.
- ...znikoma różnica na jakimś etapie, może po dłuższym czasie urosnąć do dowolnie dużych rozmiarów. Powoduje to, że mimo że model jest deterministyczny, w dłuższej skali czasowej, wydaje się zachowywać w sposób losowy. - dokończył, zamykając książkę i odkładając na miejsce.
Znów zdał sobie sprawę z tego, że na wszystko potrzeba czasu. Aby dojrzeć, zrozumieć, dostrzec, aż w końcu stracić... Ale taka była i będzie kolej rzeczy.
James wierzył w Chaos i potrafił dostrzec w nim sens. Bo nawet w pozornym nieładzie, jest pewien schemat, na którym opiera się... No właśnie, co? Porządek świata?
We wszystkim jest ład, są schematy, wszystko opiera się na logice, choć może na to nie wyglądać. I każda z tych rzeczy, choć z pozoru nieistotna, odgrywa znaczącą rolę, zgodnie z Teorią.
Bo nawet najmniej widoczny ruch, porównywalny do trzepotu skrzydeł motyla... w przyszłości jest w stanie wywołać tajfun. - głosiło jedno z haseł, widoczne w starej książce. Teoria Chaosu, Efekt Motyla, Chaos Deterministyczny... cóż znaczą nazwy, jakimi określono to zjawisko, skoro najważniejszy jest efekt.
Mayerowi przeszło przez myśl, że przypomnienie sobie tego wszystkiego, było bezsensowne, lecz już po chwili skarcił się za to w duchu. Przecież wszystko ma sens. Choć nie zawsze potrafimy go dostrzec. Ale na to potrzeba czasu...
I nie ominęło to także Jamesa. Spotkał Jeanny, uciekli, a potem ta nagła zmiana... Teoria w czystej postaci, w dodatku na jego przykładzie. Jedno zdarzenie doprowadziło do drugiego, to zaś... do kolejnego.
Chciałby to wszystko odwrócić, jednak było już za późno. Przecież to się wydarzyło, nic tego nie zmieni.
A co, jeśliby nawet mógł? Co by wybrał? Czy w ogóle potrafiłby wybrać?
Pamiętał, że podniósł Jeanny z ziemi. Wziął na ręce i zaniósł do kamienicy. Potem zmógł ich sen... pozwalając oderwać się od tej mniej, lub bardziej rzeczywistej wersji świata.
my-jeanny 11/01/2009 19:25:15 [
Powrót]
Komentuj
Lay&Html wykonałam ja. Tylko dla mojej Jeanny.